Od kilku lat uczę się grać na wspaniałym instrumencie – afrykańskim bębnie o nazwie djembe. Mój został zrobiony własnoręcznie przez chłopaka z Tarnobrzega. 🙂

POCZĄTKI

Pierwszy raz z djembe zetknęłam się podczas jednego z wyjazdów integracyjnych z firmy, w której wówczas pracowałam do Janowa Podlaskiego (swoją drogą – świetne miejsce). Wzięłam tam udział w warsztacie gry na bębnach, prowadzonym przez Ryszarda Bazarnika. Zrobiliśmy jako grupa pokaz podczas wieczornej imprezy. Zakochałam się wtedy w tym instrumencie.

Po powrocie z wyjazdu kupiłam bęben, a kolega polecił mi lekcje u Maćka i tak się zaczęło.  

NAUCZYCIEL

Maciek ma świetne podejście do ludzi, można przy nim poczuć się naprawdę swobodnie (a to w grze na djembe jest bardzo ważne) – zaraża dobrą energią i kocha to, co robi. Ponadto jest znakomitym muzykiem (gra w zespole Summana) oraz autoryzowanym nauczycielem lekcji Świadomości Poprzez Ruch (ATM) Metodą Feldenkraisa.

Poniżej filmik z początkowych zajęć, nakręcony po to, abym mogła sobie grać także samodzielnie.

Pracowałam wtedy w korporacji, w branży reklamowej jako account. Miałam codziennie bezpośredni kontakt z klientem, zarządzałam projektami i współpracowałam z grupą ludzi, którzy je realizowali. Słowem – codziennie byłam narażona na sporą dawkę stresu. Moje ciało było spięte i przykurczone od ciągłego siedzenia przy komputerze.

REDUKCJA STRESU

Podczas pierwszej lekcji gry na djembe uzmysłowiłam sobie, jak bardzo mój umysł jest zaśmiecony sprawami związanymi z pracą, rozpamiętywaniem decyzji podjętych w ciągu dnia i planowaniem tego, co powinno nastąpić jutro. Nie odnajdywałam się w teraźniejszości – nie zwracałam na nią uwagi, ciągle byłam pogrążona w tym, co było lub będzie. Gra na bębnie przychodziła mi z trudem. Okazało się, że to nie dlatego, iż muzycznie nigdy nie czułam się uzdolniona. Chodziło raczej o to, że nie potrafiłam się wyluzować i zatrzymać natłoku myśli. Djembe okazało się znakomitym sposobem na wyciszenie i redukcję stresu.

UWAŻNOŚĆ

Do gry na bębnie potrzebne jest całkowite zrelaksowanie, stan niemalże taki, jak podczas medytacji. Skupienie uwagi wyłącznie na grze. Tylko wówczas – gdy przestanie się analizować to, w jaki sposób jedna ręka po drugiej ma się odbijać od bębna, gdy przestanie się myśleć o czymkolwiek innym niż to, co dzieje się Tu i Teraz – można swobodnie wczuć się w rytm i za nim podążać. To daje ogromną satysfakcję, pozwala uwolnić się od negatywnych emocji i wyrazić siebie poprzez dźwięk.

Z czasem nauczyłam się koncentrować wyłącznie na muzyce. Na zajęciach czuję się maksymalnie wyluzowana – traktuję je z jednej strony jako terapię, a z drugiej, jak medytację. Lubię zamykać oczy, gdy gram. Daje mi to wgląd w siebie – słyszę rytm mojego serce, który znakomicie komponuje się z dźwiękami, wylatującymi spod moich rąk.

Teraz już znacznie szybciej przychodzi mi nauka nowych sekwencji. Wydaje mi się nawet, że polepszyło się moje poczucie rytmu.

RADOŚĆ

Ponad wszystko, w grze na bębnie liczy się dla mnie zabawa i pierwotna wręcz radość, jaką wtedy czuję. To trochę, jak powrót do dzieciństwa, kiedy najmniejsza nawet rzecz potrafiła mnie ucieszyć. Staram się nie krytykować siebie podczas gry. Robić to tylko dla przyjemności. Czuję wtedy wolność. Czuję się człowiekiem z krwi i kości. Czuję się sobą. Jest w tym jakaś pierwotna moc, która pozwala spojrzeć – poprzez te niesamowite dźwięki – na życie z dalszej perspektywy. To tak, jakby stało się na szczycie wysokiej góry i obserwowało malutkie kwadraciki pól i domów na dole.

MAŁE CHWILE SZCZĘŚCIA

Patrząc na siebie z tej odległej perspektywy wiem, że w życiu najważniejsze jest bezpośrednie doświadczanie rzeczywistości i drugiego człowieka, że najcenniejsze są te wszystkie małe chwile szczęścia – uśmiechy, przytulenia, wysłuchanie siebie nawzajem, wsparcie, dobre słowo, odczucie promieni słońca na twarzy, chłód morskiej wody na stopach, spojrzenie w oczy, smak owocu zerwanego prosto z drzewa, zabawa z dzieckiem, miłe uczucie mchu pod stopami, łza w oku, trzymanie się za ręce, przyglądanie się sobie uważnie – wszystkie te romantyczne, drobne, ale ważne impresje, składające się na życie.

Co więcej – wraz z rytmem wygrywanym na bębnie rodzi się (w niezrozumiały dla mnie sposób) czysta miłość, szacunek i otwartość do ludzi. Nagle każdy staje Ci się sobie bratem i siostrą.

MEDYTACJA

Tak to wszystko odczuwam – gra na djembe daje mi bardzo wiele. To istotna czynność w moim życiu. Tym właśnie chcę się z Wami podzielić. Może zarazić, może zachęcić – na pewno pragnę przez to powiedzieć, jak ważne jest, aby mieć w swojej codziennej niełatwej i stresującej rzeczywistości jakąś odskocznię – czas na medytację – niezależnie od tego, w jakiej formie ona występuje. Warto ją praktykować, aby oderwać się od pośpiechu, hałasu i chaosu – podnieść głowę znad smartfona i obdarzyć szczerym uśmiechem człowieka siedzącego naprzeciwko nas w metrze. Jakie to dziś ważne, nie sądzicie?

INSTRUMENT

Djembe to jednomebranowy bęben, pochodzący z Afryki. Membrana wykonana jest zazwyczaj ze skóry koziej lub rzadziej – bydlęcej (kiedyś z antylopy). Jest ona naciągnięta na drewnianą część za pomocą odpowiednio splecionego sznura (tradycyjna metoda) lub śrub (współcześnie). Naciągając we właściwy sposób sznurki – stroi się instrument.

DŹWIĘKI

Istnieją trzy podstawowe dźwięki, które można zagrać na djembe:

  • Bas – najniższy dźwięk, powstaje przez uderzenie otwartą dłonią ze złączonymi palcami (całą powierzchnią) w środek membrany. Dłoń po uderzeniu powinna odbić się od skóry, by można było usłyszeć dźwięczność, a nie stłumienie.
  • Ton – uzyskujemy go przez uderzenie wyprostowaną dłonią ze złączonymi palcami (poza kciukiem) w membranę bębna, przy jej krawędzi. W chwili uderzenia, krawędź bębna ma znajdować się trochę poniżej palców, pod tzw. poduszkami.
  • Slap – najwyższy i najgłośniejszy dźwięk. Aby go uzyskać należy uderzyć rozłączonymi palcami w krawędź bębna. Palce wraz z dłonią powinny tworzyć łuk – najpierw w membranę uderzają opuszki palców, a potem reszta dłoni (bez kciuka).

DJEMBEFOLA

To tytuł, jaki noszą mistrzowie gry na djembe. Jednym z nich jest Mamada Keita.

Dorzucam tu jeszcze występ świetnych dziewczyn, który bardzo mi się spodobał:

Agata

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

Nasze małe i duże podróżowanie

Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. Mark Twain

Smakowita Podróż

Zasmakuj z nami Italii

Lifedreamers - Camping or a luxurious hotel? - two ways of traveling

Two different type of travelers. Camping in mountains or a fancy hotel by the ocean? Blog about a traveling couple.

%d blogerów lubi to: